W Krainie Aszu

Podróż po raz pierwszy na zlot MX-5 rozpoczęliśmy od… Krakowa.

Wyjeżdżając na długi weekend napotkaliśmy po drodze kilka zamkniętych dróg z powodu procesji, jeden poważny korek, natomiast atmosfera wspólnoty i jeden cel niwelowały wszelkie przeszkody. Słońce zaczęło nam towarzyszyć niestety dopiero po stronie węgierskiej. Z drugiej strony podsyciło pozytywne doświadczenie samych Węgier.

Planując naszą podróż braliśmy wszystko pod uwagę, natomiast nie zabraliśmy ze sobą żadnej mapy ani nawigacji. Dotarł do nas ten drobny fakt jak zbliżaliśmy się do okolic Egru. Odnaleźć hotel Romantik w Egerze pomogła nam bardzo miła Pani ze stacji benzynowej, która wydawało się znała wszystkie światła, skrzyżowania i drogi jednokierunkowe w mieście. A w dodatku potrafiła je bardzo ładnie przelać na papier. A z racji tego, że nie mówiła ani słowa po angielsku, doceniliśmy jej talent rysowania. Zadanie dotarcia do hotelu było starannie wykonane i zostaliśmy powitani butelką Ergi Bikawer.

Starannie zaplanowany przez Łukasza – naszego lidera kolumny – harmonogram został jednak przez nas troszkę zmodyfikowany. Zatem poza towarzystwem zamiast od razu udać się na degustację u Bolyki z burczącymi brzuchami szukaliśmy pożywienia. Zadziwiającym jest fakt, że w gastronomii i usługach stanowiska oblegane w dużej mierze przez płeć męską. Zamówiliśmy więc typowe węgierskie dania z dużą ilością papryki z kluseczkami. Czymś te kluseczki przypominały ukraińskie hałuszki, tylko w bardziej rozdrobnione. Jak i ukraińskie hałuszki tak i węgierskie kluseczki nie zostaną w czołówce moich ulubionych dań. Mateusz natomiast zdaje się jadł tylko te kluseczki przez całą podróż. Cóż, o gustach się nie dyskutuje!

Na zwiedzanie Egeru mieliśmy cały następny dzień. Jest to urocze barokowe miasteczko z XII wiecznym zamkiem na wzgórzu. Tureckie pozostałości widoczne są na każdym kroku. Jedną z nich jest 97-schodowy 40-metrowy minaret, pozostałość po 100-letniej ottomańskiej okupacji. Niemniej, miasto jest zdominowane przez katolickie kościoły, chociażby imponująca bazylika, w której po cichu przyłączyliśmy się do polskiej grupy. Co do jedzenia, to Senator Haz jest w 100% wartą polecenia restauracją, a Fuzio – w 100% wartą polecenia winiarnią w style modern. Niedaleko od hotelu, więc szkoda było nie zahaczyć po drodze.

Tokaj ku naszemu zdziwieniu jest małym miasteczkiem, przypominającym wioskę. Przyznać, że chyba nie była to najprzyjemniejsza część podróży, niemniej, jak i dobre tak i złe doświadczenie zawsze traktujemy jako doświadczenie. Trochę jakby trafić w poradziecką wioskę, gdzie czas płynie inaczej.

Najprzyjemniejszą częściaą wycieczki był Grof Degenfeld – uroczy zameczek niepodal Tokaju. Tworzy swoją oazę winnego spokoju i elegancji. Długo dyskutowaliśmy nad wyborem win i pozostaje nam tylko wrócić w przyszłym roku po Tokaji Aszu. A z pewnością mogę stwierdzić, że jest po co wracać. Na tej pozytywnej nucie z kilkunastoma Harsevelu 2013 w skromnym bagażniku Madzi kończyliśmy naszą podróż z nadzieją, że wino po które jechaliśmy będzei się świetnie sprawować na każdą okazje.

IMG_1440 IMG_1447 IMG_1510 IMG_1568 IMG_1574 IMG_1607 IMG_1646 IMG_1652 IMG_1677 IMG_1719 IMG_1721 IMG_1725 IMG_1729 IMG_1742 IMG_1744 IMG_1746 IMG_1771

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s